BYDGOSKIE IMPRESJE MUZYCZNE
Strona Pałacu Młodzieży w Bydgoszczy

Galeria 1.07.2017

Koncert przy ul. Mostowej

40. BIM – CO SŁYCHAĆ?

Koncert folklorystyczny

Warsztaty chóralne

Koncert wieczorny

Koncert w klubie Eljazz

Koncert konkursowy, część I


Koncert przy ul. Mostowej


40. BIM – CO SŁYCHAĆ?

Krótka rozmowa przed koncertem na Placu Teatralnym z Harcerskim Zespołem Mandolinowym FRYGI, który działa pod egidą harcerstwa przy Zespole Szkół w Łąkiem od 41 lat. Jest więc o rok starszy od naszego festiwalu. I ma naprawdę znaczący i wszechstronny dorobek, nie tylko artystyczny. W czasie czterdziestoletniej działalności przez zespół przewinęło się ponad 500 osób, a naukę gry na mandolinach, mandolach, gitarach, wiolonczeli i kontrabasie ukończyło ponad dwieście dzieci. Rozpiętość wieku w grupie jest duża. Są jedenastolatki i dwudziestolatki. Okazuje się, że wspólne muzykowanie rodzi nie tylko wspólną pasję i przyjaźń, ale wieloletnie granie w jednym zespole może doprowadzić na ślubny kobierzec. Otóż FRYGI mają w tym względzie już pewną tradycję. Dorobili się aż sześciu małżeństw. To jednak nie jedyny sukces, chociaż bardzo ważny. Zespół rocznie daje około 30 koncertów. Od dwudziestu lat jest Reprezentacyjnym Zespołem Chorągwi Wielkopolskiej ZHP, jest laureatem wielu głównych nagród międzynarodowych i krajowych festiwali oraz konkursów zdobył: główne nagrody w Neerpelt w Belgii, w Bratysławie, Kielcach a ostatnio w Nakle nad Notecią. Wspólnie muzykując kolejne pokolenia muzyków koncertowały po świecie. Byli we Francji, Niemczech, Szwecji, Holandii, Belgii, Słowacji, Czeskiej Republice, Mongolii, Włoszech i na Litwie. FRYGI zostały uhonorowane Złotym Medalem Senatu RP, nagrodami i dyplomami Ministra Kultury i Sztuki, Medalem „Wielce Zasłużony dla Kultury” przez Zarząd Województwa Wielkopolskiego, srebrną „Lilijką” przez Komendanta Chorągwi Wlkp. ZHP. Bez wątpienia najważniejszą informacją, spajającą pozostałe jest to, że stworzył i nieprzerwanie kieruje i dyryguje zespołem drużynowy 51 DH hm. Stanisław Gortat. Osobowość mistrza, relacje, pokoleniowy przekaz wartości, to daje wychowawcze i artystyczne owoce. W rozmowie z Dyrygentem o repertuarze dowiaduję się, że wykonują także pieśni patriotyczne, partyzanckie, o tematyce żydowskiej (choćby z tej racji, że patronem ich szkoły jest Janusz Korczak), także utwory dawne od średniowiecznych po współczesne. Zaprezentowany program dostosowali do odbiorców i charakteru festiwalu, stąd utwory ludowe, patriotyczne, klasyczne i popularne. Żywa reakcja ze strony publiczności, owacje i bisy pokazują, że ich gra podoba się nie tylko jurorom konkursów, ale bardzo zróżnicowanej publiczności. A na widowni byli i seniorzy i młodzież i spora gromadka dzieci w różnym wieku. Każdy znalazł coś dla siebie w ich wzruszającym, subtelnym brzmieniu - czy to był walc Barbary z filmu „Noce i Dnie”, czy wiązanka polskich melodii ludowych. Jednak Va Pensiero Giuseppe Verdiego z opery Nabucco podbiła serca wszystkich. Zapytani o wrażenia zgodnie i szef i młodzież stwierdzili, że formula Impresji jest inna niż na wszystkich festiwalach. Nigdzie nie ma takiej różnorodności. Dziękowali też za bardzo miłą atmosferę, otwartość i serdeczność. Byli zaskoczeni miastem. Nie spodziewali się, że jest tak ładne, mimo zniszczeń wojennych. Bardzo podobała im się wycieczka z panią Ewą, a fontanna Potop jest wyjątkowa.

Silezjanie i Silezjanki, czyli po prostu Ślązacy - to przemili członkowie zespołu folklorystycznego goszczącego w Bydgoszczy. W rozmowie z jedną z tancerek dowiedziałam się, że pielęgnują głównie tradycję regionu. Mają stroje pszczyńskie, z Beskidu śląskiego oraz strój o nazwie rozbark (jak nazwa miasta). Jednak włączają także inne tańce i stroje – krakowski czy łowicki. Bardzo podoba im się bogactwo form proponowanych podczas Impresji. Zwiedzili wiele krajów świata, ale stale są ciekawi innych kultur. Dlatego z zapałem, wyrażając aplauz, oglądają występy innych. Są pod wrażeniem poziomu artystycznego Ziemi Bydgoskiej. Zamierzają też zwiedzić Bydgoszcz, bo nigdy nie byli u nas. Wrażenia z festiwalu, oprócz pogody, mają bardzo pozytywne, chociaż nie jest to czas wypoczynku, ale intensywnych działań. Podczas wieczoru narodowego było widać, że to lubią- wszędzie było ich pełno, wnieśli dużo entuzjazmu, pozytywnej energii i profesjonalizmu.

Na razie nikt się nie chwalił, że korzystał z basenu Pałacu Młodzieży, a przecież taką możliwość mają zawsze goście BIM. Wszyscy chyba odczuli w tym roku nadmiar wody. Ludzie i ...instrumenty. Otóż, zespół z Serbii nie mógł wystąpić w plenerze właśnie ze względu na troskę o instrumenty, które za wilgocią nie przepadają.



Koncert folklorystyczny

Złapana w locie opiekunka chóru VLASTARELE ORASTIEI z Rumunii Renata Danielewicz powiedziała tylko – oni są bardzo sympatyczni i nieprzewidywalni, ale bardzo punktualni. Nie udało się jak dotąd doprecyzować tych informacji. Ale to nieprzewidywalni brzmiało bardzo pozytywnie.

Na Placu Teatralnym w sobotnie popołudnie aura okazała się łaskawa. Zrobiło się prawie wakacyjnie. Artyści radośnie bawili się na scenie i przedłużali występy. Kapele ludowe: Zespół folklorystyczny KYTICE, z Pragi Czeskiej oraz zespół folklorystyczny SZIGETKÖZI CSUTORA TRADITION CARE ASSOCIATION z Węgier wniosły dużo barw, energii i radości. Szczególnie spontaniczni na scenie są Węgrzy, wielopokoleniowa formacja, pielęgnująca tradycję narodową, występowała już w Polsce, we Włoszech Austrii i w Grecji. Prezentują muzykę, śpiew i taniec, ale i tradycyjne obrzędy. Ich specjalnością jest obrzęd z csutorą - tradycyjną drewnianą butelką. Nie jest łatwo porozumieć się z naszymi bratankami ze względu na językową barierę (trudno powiedzieć, który język trudniejszy), ale są bardzo komunikatywni i bezpośredni, wnoszą dużo swobody, naturalności i radości. Lubią zabawę, cieszą się tym co robią. Na finał polscy mandoliniści wyczarowali nastrojowe klimaty. Zrobiło się festiwalowo. Widownia pełna: siedząca, chodząca, stojąca. Młode rodziny z dziećmi - w wózkach, na kolanach, grzecznie na ławeczkach, przed sceną w pląsach, z piłką, na rowerkach, na trawie, z mostu. Dziadkowie, rowerzyści prosto z triatlonu, spacerowicze z pieskami, z kijkami, nawet przechodnie na krótko zasłuchani. Muzyka przyciąga i porywa. Dzieci najpierw cichutkie, poważne, jak należy – prawie jakby ich nie było, później ożywione, naturalne, uśmiechnięte od ucha do ucha. Mała gwiazda w tiulowej sukieneczce grająca jak na cymbałach na kolanach siedzących. To jest interaktywność. To jest publiczność.

 



Warsztaty chóralne



Koncert wieczorny

Kilka słów o bydgoskiej publiczności. Rokrocznie władze miasta i organizatorzy dziękują za wierność i serdeczne przyjęcie młodych artystów. Cieszymy się, że na koncerty przychodzą całe rodziny, że są seniorzy (często z wnukami), młodzież. Dlatego koncerty plenerowe wzbogacamy o animacje i zabawy dla najmłodszych (dostrzegając kreatywność, potrzebę zabawy i ruchu u maluchów w czasie koncertów). Nie wyklucza to własnej inwencji dzieci, które tworzą często alternatywną, roztańczoną scenkę pod tą główną. Jednak dzisiejsza (sobota) postawa bydgoszczan podczas wieczornego koncertu w amfiteatrze przy Operze zasługuje na wielkie chapeau bas. To był istny survival - deszcz, wiatr (delikatnie rzecz ujmując) i potworna zimnica. A jednak przyszli, by nie zawieść, by zobaczyć młode talenty. Skoro mali artyści zdecydowali się występować, to i widzowie wytrzymali niedogodności. Warto było dla oryginalnych chińskich brzmień, dla ciekawego instrumentarium młodziutkich muzyków z Zaporoża, warto. Bardzo dziękujemy, że byliście. Jedni jeszcze na letniaka (zachęceni popołudniowym słońcem), chowali się w amfiteatrze „za zawietrzną”, ale trwali. Inni, bardziej przezorni nie dali się zaskoczyć pogodzie, w strojach przypominających zimowe edycje BIM, niewzruszeni siedzieli w pierwszych rzędach. To było naprawdę piękne. Dobrze, że bydgoszczanie nie zawiedli, tak jak pogoda. W końcu pogoda jest w nas. A jednak żal i tęskno za ubiegłoroczną piękną kanikułą. Podobno wszystkiego nie można mieć. W tym roku mamy jubileusz.

Sobota stanowiła prawdziwe wyzwanie dla młodziutkich muzyków z Zaporoża. Od rana konkursowe przesłuchania, później wspaniała czterogodzinna wycieczka z panią Puls po Bydgoszczy (z łyżeczką dziegciu w tle, gdyż napięty program i panie wychowawczynie sprawiły, że z wielkim niedosytem dzieci opuszczały muzyczny plac zabaw w Parku Kochanowskiego). Wreszcie wieczorny występ w amfiteatrze przy Operze. Ale wysiłek rekompensuje radość uczestnictwa w takim festiwalu, zachwyt nad miastem, nad Polską (jeszcze jadą do Warszawy), nad docenianiem u nas kultury (miło to słyszeć). Wszystko im się u nas podoba oprócz pogody. Ich podróż trwała półtorej doby i opóźniła się jeszcze o dodatkowe sześć godzin, gdyż pod samą Bydgoszczą nawałnica powaliła na drogę drzewo i musieli czekać. Czyż nie są dzielni? Są. Kiedy mówią o muzyce, o swoich instrumentach, zapominają o poniesionych trudach, mają blask w oczach. Z dumą pokazują swój narodowy instrument bajan (akordeon), domrę - taką okrągła gitarę, bałałajkę, sopiłkę (flet). Olena Rybalko – dyrygentka orkiestry podkreśla, że byli już w Niemczech i we Francji, ale u nas wszystko im się podoba, jest ciepła i przyjazna atmosfera - jak nigdzie. Na BIM przygotowali polskie utwory - Czerwonych Gitar: Nie spoczniemy, a także bardzo stary utwór z połowy XIX wieku: Marsz Gwardii Ludowej Wiktora Zieleńczyka napisany na dawne ludowe instrumenty. Posłuchamy.



Koncert w klubie Eljazz

 

 

tekst: Krystyna Bujak

zdjęcia:
Pracownia Fotograficzna Pałacu Młodzieży:
Sandra Wróblewska, Wera Zielińska, Zosia Bielawska, Monika Rynka, Szymon Makowski, Oskar Zalita, Krzysztof Zaborowski

instruktor:
Jarka Pabijan


aktualizacja 02.07.2017   ©  Pałac Młodzieży